Szefowa ZUS o poważnym problemie emerytur. "To jest nieporozumienie"

 

Szefowa ZUS o poważnym problemie emerytur. "To jest nieporozumienie"

Najniższa emerytura w styczniu 2021 r. wyniosła 3 grosze, podczas gdy obsługa konta takiego emeryta kosztuje ZUS 150 zł, a przelew 7,5 zł. Dlatego też szefowa Zakładu, prof. Gertruda Uścińska, zaapelowała o zmianę prawa w emeryturach niższych niż minimalne. - Trzeba to przerwać. To jest nieporozumienie - przekonywała. Czy rzeczywiście mamy z nimi problem?

Prof. Gertruda Uścińska, szefowa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wraz z prof. Marcinem Kawińskim z Katedry Ubezpieczenia Społecznego SGH wzięli w czwartek udział w debacie Szkoły Głównej Handlowej pod tytułem "Ubezpieczenia społeczne – czas próby".

Pod koniec rozmowy temat zszedł na dość ciekawy wątek tzw. groszowych emerytur, czyli niższych niż ustawowe minimum (od marca 2021 r. będzie to 1250,88 zł brutto). Okazuje się, że prezes ZUS ma w tym zakresie jasno sprecyzowane zdanie i nie jest ono pozytywne.

Emerytury minimalne w Polsce. Komentarz prezes ZUS prof. Gertrudy Uścińskiej

Ja co miesiąc podpisuję zestawienie emerytur w Polsce, które później wysyłamy do różnych organów państwowych. Za styczeń 2021 r. najniższa emerytura wyniosła 3 grosze. To był więc efekt jednej, incydentalnie zapłaconej składki. A koszt obsługi takiego konta wynosi 150 zł, a 7,5 zł kosztuje nas przelew. W przyszłym roku koszt przelewu wyniesie 10 zł - argumentowała prof. Uścińska.

Jej zdaniem emerytury groszowe są więc kwestią "absolutnie wymagającą zmian polskiego prawa".

To jest rozwiązanie błędne, aby jedna składka otwierała prawo do emerytury, jeśli osiągnie się odpowiedni wiek. Powinno się ustanowić pewien staż pracy, tak jak to jest w krajach UE. Może to być 5, 10, czy 15 lat, bądź powinna być to kwestia uzbierania jakiegoś minimalnego kapitału emerytalnego - mówiła.

Jak wskazała, obecnie ok. 350 tys. osób pobiera emeryturę niższą niż minimalna. Znacząca większość tych osób ma emeryturę powyżej 500 zł. Mimo to osób, które nie składkują do systemu przybywa.

Zgodził się z nią prof. Marcin Kawiński z SGH. Według niego dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie zamiast emerytur groszowych "superminimalistycznego świadczenia, zapewniającego minimum egzystencji". Opowiada się on także za gruntowną reformą opodatkowania pracy w naszym kraju.

"Chodzi o to, aby spowodować, by nie było innej pracy, niż praca legalna. Musimy dbać o to, aby koszty pracy w obecnym systemie były bardziej sprawiedliwe. Teraz mamy ok. sześciu różnych sposobów opodatkowania świadczenia pracy. To nie służy odprowadzaniu składek" - sugerował.

Emerytury minimalne - duży problem systemu

Emerytury niższe niż minimalne rzeczywiście wyrastają na duży problem systemu jako takiego. Zakład Ubezpieczeń Społecznym już w 2016 r. w tzw. białej księdze, czyli zaleceniach zmian systemu emerytalnego, które zostały przedstawione w ówczesnym resorcie pracy i polityki społecznej, wskazywał na ten aspekt.

Osób niepłacących regularnie składek będzie przybywać

Co gorsza, nic nie wskazuje na to, żeby problem z groszowymi emeryturami miał sam się rozwiązać. Osób otrzymujących takie świadczenia będzie przybywało w lawinowym tempie.

Po marcowej waloryzacji z 2020 r. emeryturę niższą niż minimalna pobierało ponad 333,4 tys. osób - o ponad 53,5 tys. więcej niż w marcu 2019 r. Jeszcze w 2011 r. emeryturę niższą od minimalnej pobierało zaledwie 23,9 tys. osób. Oznacza to, że w ciągu 9 lat liczba osób bez prawa do minimalnej emerytury zwiększyła się blisko 14-krotnie. Obecnie już 5,6 proc. emerytów w ZUS - zarówno z nowego, jak i starego systemu - otrzymuje świadczenie poniżej minimum.

Co więcej, zdaniem Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE), które przygotowały w zeszłym roku raport na ten temat, za 10 lat osób pobierających bardzo niskie emerytury będzie ok. 640 tys.

Po części winny sektor publiczny?

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich tak wtedy komentował te dane:

Jak podano w raporcie, problem wykorzystywania "zbiegów" do ubezpieczenia społecznego oraz nieoskładkowanych umów zlecenia przybrał tak dużą skalę za sprawą działań podmiotów sektora publicznego. Wykorzystując niedoskonałości ówczesnego systemu zamówień publicznych, doprowadziły one do sytuacji, w której kontrakty zawierano niemal wyłącznie z usługodawcami stosującymi umowy zlecenia nieobjęte ubezpieczeniem społecznym.

"Korzyść finansową z tego tytułu odniosły wyłącznie instytucje państwowe, minimalizujące w ten sposób koszty usług obcych, podczas gdy negatywne konsekwencje tego zjawiska zostały przerzucone na zatrudnionych i przedsiębiorstwa" - czytaliśmy w opracowaniu.

Pracujący w tej formie nie wypracowywali nawet minimalnej emerytury, a podmioty gospodarcze zostały obarczone ryzykiem związanym z niejasną interpretacją przepisów dotyczącą tego, w jakich przypadkach stosowanie przepisów mówiących o zbiegach tytułów jest uprawnione.

Comments